Bolesław Zoń

1940 - 2002

część 3
( przychodzi tak wiele tekstów że strona ta została podzielona na podstrony )

Rozmiar: 32376 bajtów


Księga Pamięci płk Bolesława Zonia



Wujek Bolek

      Dla mnie był bohaterem, kimś kogo zna się tylko z opowieści. To właśnie o Nim pierwszym opowiadał mi przyszły mąż Rafał. Na naszym pierwszym spotkaniu prowadził monolog na temat wujka pilota i jego niesamowitych wyczynów, a mnie wydawało się, że zmyśla. Ale wkrótce przekonałam się, że to wszystko prawda i również byłam dumna, że mogę nazywać go wujkiem Bolkiem.
   Był silnym, wysportowanym mężczyzną. Jego rysy twarzy zdradzały hart ducha, pociąg do ryzyka i przygód. Wujek Bolek był dla mnie przykładem, że bez reszty można poświęcić się pasji i marzeniom. Jako zwykły człowiek nie dbał o przyziemne sprawy. Sprzęt gospodarstwa domowego był dla Niego czarną magią. Pamiętam jak przygotowując sobie herbatę postawił czajnik bezprzewodowy na piecu, bo chciał zagotować wodę. Ale On nie był zwykłym człowiekiem. Był bohaterem. Wiem, że najpewniej i najlepiej czuł się w powietrzu. I wiem, że był szczęśliwy. Miał wspaniałą żonę, która pomagała mu i ułatwiała spełniać marzenia o lataniu, która żyła jego życiem. Może nawet bardziej niż On sam przeżywała każdy lot, każdą akcję, każde badania. Bolek codziennie wychodził wcześnie rano na lotnisko i wracał późnym wieczorem. Dzielił się przeżytym dniem, omawiał plany na następny dzień i najczęściej zasypiał przed telewizorem. Na rodzinne uroczystości wpadał rzadko, głównie na te najważniejsze. Nigdy nie miał czasu. W drodze z Modlina do Bielska zatrzymywali się z ciocią na kilka godzin u nas w Halembie aby pogadać, wypić kawę, i dalej, bo tam czekało lotnisko. Trzeba było kogoś wyszkolić, oblatać jakiś samolot.

   Byłam z Nim w powietrzu tylko raz, trzy dni przedtem, jak stracił przytomność i dostał się do szpitala. Tydzień później zmarł nie odzyskawszy przytomności. W życiu nie pomyślałabym, że był to nasz pierwszy i ostatni lot. Lecieliśmy małym, zgrabnym samolotem JK 05 nad Twierdzą Modlin. Abym mogła lepiej zobaczyć krajobraz tych okolic zrobił skręt i zawisnął na chwilę w powietrzu. Wiedziałam, że jest profesjonalistą. Czułam się bezpiecznie i pewnie. Jednak gdy wujek zaserwował mi moment nieważkości myślałam, że rozsadzi mi głowę. A On siedział spokojnie z boku i patrząc na mnie powiedział: "tak czują się kosmonauci". Chciałam jeszcze, żeby zabrał mnie na szybowce, chciałam polatać Robinsonem, Antkiem. Wujek Bolek był zodiakalnym wodnikiem, tak jak ja. Obchodził urodziny dzień po mnie, 11 lutego. Miał duszę marzyciela i bujał w chmurach, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem jak sokół. Aby zatrzymać go przy sobie trzeba dać mu wolność i wierzyć że będzie wracał. Wujek Bolek był takim sokołem i miał kogoś, kto zawsze wierzył, że wróci i dalej wierzy...

Iwona Małyska



      Ten wierszyk napisałem 2.05.1995 w Niemczech po śmierci Maćka Żwańskiego, który zginął w trakcie akrobacji na pokazach w Grudziądzu.

     Kiedyś siedziałem na bazie i jak zwykle odczuwałem fajną przyjacielską atmosferę wytworzoną przez Pana Bolka i ludzi tam latających. Popołudnie było zakropione delikatnie alkoholem i zrobiliśmy sobie grila, potem zaczęliśmy wspominać różne wypadki i lotników, wtedy Panu Bolkowi powiedziałem ten wiersz, a on kazał mi koniecznie ten i jeszcze kilka innych opublikować w Przeglądzie Lotniczym, ale zawsze jakoś się wstydziłem. Dlatego po śmierci Pana Bolka zdecydowałem się powiedzieć mu to na pożegnanie.


Kiedy dotykasz świateł ciemności i gdy kolory stają się ciężkie
Szukasz błękitu to jest normalne dotykasz sterów i jesteś w niebie
I jak naprawdę dotykasz sterów i czy naprawdę czujesz je w sobie
Możesz to tylko wyrazić myślą to co tu robisz nie jest twym Bogiem
Bóg jest w kokpicie w każdym gajgerze busolą kręci wywala sloty
Nikt go nie skarci to jego wola to on jest panem naszej roboty
Tak wielu naszych kolegów poszło tam gdzie lotnicy odchodzą sami
Czy była to znowu jego wola czy schody losu znów się zarwały
Nigdy z chmurami się nie pieściłem tak wiele razy miałem kłopoty
Czy to życiowe czy to w powietrzu czy ktoś przypomni mi kiedyś o tym
Jak bardzo kocha z nas każdy niebo i czy w ogóle można je kochać
Szybując w szlakach cumulusów przecież nie można się nie zakochać
I gdy lądujesz Benkiem w Okęcie czy na Promyku robisz doloty
Łączy nas jedno, jedno zaklęcie miłość do losu i do roboty.

Szpada.

Część 1

Część 2

Część 4

Część 5

Galeria zdjęć


Boluś w pamięci Wojciecha Kilarskiego


Powrót do LOTNICTWO

Powrót do strony GŁÓWNEJ